Ścinawa Mała - miejsce, które jednoczy
Po ustaniu powojennego chaosu, do Ścinawy zaczynało wracać może nie normalne, ale pozbawione już codziennych egzystencjonalnych zagrożeń życie. Niektórzy osadnicy wojskowi nie zdecydowali się na pozostanie w otrzymanych gospodarstwach i po krótkim zauroczeniu własnym siedliskiem, sprzedawali je i wyruszali na poszukiwania atrakcyjniejszych miejsc i pracy poza rolnictwem.
W rynku Ścinawy Małej aż do połowy lat sześćdziesiątych straszył opuszczony ratusz i niektóre kamienice. Podwórka należące do nich często były bardzo ciasne i rzadko docierało tam słońce. Niezamieszkałe i nieogrzewane budynki ulegały niszczeniu. Ich wartość w latach sześćdziesiątych była oceniana w kategorii gruzu do usunięcia.
Dostępność materiałów budowlanych w epoce odbudowy stolicy i innych dużych miast była tylko teoretyczna. Wprowadzana w PRL biurokracja i liczba spraw do załatwienia przerastała skromne możliwości peryferyjnej dla kraju wsi. Niemal wszędzie królowały kolejki, podania, przydziały, asygnaty, reglamentacje itp.
Atmosfera kolejki w wiejskich urzędach na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych
Trochę długi ten wstęp, ale jego celem jest wprowadzenie czytelnika w klimat głębokiego PRL. Sytuacja etniczna w powojennej Ścinawie Małej była skomplikowana. Oprócz autochtonów stanowiących ok 10-15% ludności, byli też osadnicy z centralnej Polski, górale i przesiedleńcy – Polacy z obecnej zachodniej Ukrainy.
Rzadko o tym się pisze, ale w latach czterdziestych, pięćdziesiątych i sześćdziesiątych w tych kolejkach w GS spotykali się również weterani Wermachtu, Wojska Polskiego i Armii Czerwonej. W tych tłumaczonych czasami także gestami rozmowach królowały bardzo przyziemne tematy i ciekawość. Wielu nosiło jeszcze elementy mundurów polowych swoich armii, miało blizny, kikuty odmrożonych lub spalonych palców, nosów, albo uszu. Wspominali swoje przygody i szlaki bojowe, a niektórzy odkrywali, że walczyli w tych samych bitwach po przeciwnych stronach. W miarę upływu czasu, w kolejkach spotykali już dobrzy znajomi.
Kolejka furmanek przy składzie węgla w GS na początku lat pięćdziesiątych XX wieku.
Sytuacji, które integrowały mieszkańców było znacznie więcej. Sezonowo organizowano dla rolników np. szkolenia weterynaryjne i agrotechniczne. Uczono sposobów karmienia zwierząt i ich leczenia/zapobiegania chorobom. Zajęcia agrotechniczne przygotowywały do właściwego stosowania nawozów sztucznych i środków ochrony roślin.
Szkolenie agrotechniczne w latach sześćdziesiątych
Kobiety zrzeszone w Kołach Gospodyń Wiejskich uczyły się od instruktorek szycia, gotowania, pieczenia ciast i prowadzenia gospodarstwa domowego. Członkowie Ochotniczej Straży Pożarnej wspólnie ćwiczyli, organizowali festyny i pokazy oraz brali udział w akcjach gaśniczych.
Pokazy OSP na przełomie lat pięćdziesiątych i sześćdziesiątych.

Ciekawym i prawie zapomnianym elementem życia na wsi były też tzw. warty nocne lub wachty nocne/nocne stróżowanie. Były to obowiązkowe patrole obywatelskie działające codziennie od godziny 22.00 do świtu, złożone najczęściej z dwóch sąsiadów. Zadaniem patrolu było zapobieganie pożarom i kradzieżom, szczególnie mienia należącego do gminy i kółek rolniczych. Atrybutem takiego patrolu była jakaś laska, albo drewniana pałka, latarka i opaska na rękawie. Po patrolu w danym dniu, atrybuty warty przekazywane były następnemu sąsiadowi.
Atrybuty warty nocnej.
Areną socjalizacji tak małej społeczności były też niemal coroczne, obowiązkowe 2-3 dniowe ćwiczenia i szkolenia Obrony Cywilnej, które jeszcze na początku lat siedemdziesiątych przeprowadzano z dużym rozmachem.
Typowa atmosfera ćwiczeń Obrony Cywilnej w latach sześćdziesiątych XX wieku.

Wiele faktów z przeszłości umyka z pamięci i wydaje się, że niewiele znaczyły w życiu pokoleń. To dlatego właśnie postanowiłem przypomnieć niektóre okoliczności i sytuacje, które z powojennego zlepka przypadkowych, różniących się zwyczajami, kuchnią, ubiorem i językiem ludzi ukształtowały społeczność identyfikującą się ze Ścinawą Małą tak, jak to było przez wieki. Przeżyte lata wojny, deficytów i zagrożeń integrowały mieszkańców Ścinawy Małej i Nyskiej lepiej niż myślały podejrzliwie obserwujące ten proces władze centralne.